Chyba teraz to zrozumiałem i dało mi coś więcej niż siedzenie i zamartwianie się, ale podążanie za szczęściem, którego nie potrafiłem znależć.
Uważany za super zabawnego gościa, który potrafił niejedna osobę rozbawić i doprowadzić do niesamowitych emocji. Ok, ale czy dało mi to coś w życiu, czy ta skrajnie zaprogramowana we mnie radość, którą dawałem innym, była mi potrzebna.
Pamiętam jak dziś, jak podążałem za kobietami i można powiedzieć, że je lekceważyłem, bo jak można nazwać odpychanie od siebie kogoś, kto tak na prawdę chciał być dla mnie kimś więcej. Ja tego wcześniej nie rozumiałem i starałem się z życia najpierw zabrać co moje, ale nic w zamian od siebie nie dawać.
Spotykałem na swojej drodze wielu ludzi. Ludzi co mieli cel w życiu i go nie realizowali, i ludzi co go nie mieli i byli szczęśliwi, gdyż opierali się na tym co dostawali od życia, a nie na tym, czego oczekiwali od niego.
Cała moja społeczność była jedną wielką niewiadomą. Nie wiedziałem kiedy będę miał ochotę zrobić coś dla siebie, nie liczyłem się z tym, że poświęcając siebie mogę w zamian nic nie dostać. Żyłem dla innych i nie potrzebowałem własnego szczęścia. Cała ta moja skrajność nie podejmowanych decyzji była dla mnie przetłaczającym wybrykiem mojego nierzeczywistego światu. Nie istniało dla mnie coś takiego jak odwzajemniona miłość, bo ja jej nie potrzebowałem. Miałem swoje dziewczyny, które mnie adorowały, były dla mnie oparciem. Chciały być dla mnie kimś więcej, ale dla mnie to nie było istotne. Ja po prostu nie wierzyłem w to, że mogę być dla kogoś kimś ważnym.
Dziś spoglądając w przeszłość mam jeden dylemat: dlaczego po mimo tylu okazji nie potrafiłem się zdecydować i pokochać osobę, która dla mnie była kimś ważnym. Może to wina wypaczonego społeczeństwa i moich kolegów, dla których bycie z kimś wiązało się z przerwaniem dotychczasowego życia i odstawienie nałogów. Moje życie wiązało się z kobietami, dla których życie było nic nie warte, a przyszłość dla nich nie istniała. To ich życie przyniosła się na mnie i takim byłem "kiedyś" Teraz dopiero zrozumiałem, gdzie jest mój cel, który całe dotychczasowe życie był zakopany głęboko pod ziemią.
W tej chwili zrozumiałem sens życia i to czego tak na prawdę pragnąłem. Jestem otwarty na wszystko i wszystkich. Nie jest dla mnie istotne życie monotonne, które zostało przez ten świat narzucone, lecz mam świadomość swojej osoby w lepszym- bardziej ciekawszym życiu. Nie istotne jest co masz w życiu do zrobienia, ale to co masz do zrobienia z tą drugą osobą, bo bez niej życie nie istnieje, a przynajmniej przypomina wegetacje.
Podejmij się wyzwaniu i zaryzykuj dla tej osoby, bo szczęśliwi mogą zostać tylko dwie osoby...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz