wtorek, 27 marca 2012
Historia z mojej wykreowanej bujnej wyobrażni. D:
Wstaje wcześnie rano i uświadamiam sobie to, co mnie otacza, tą całą pustkę, którą zostawiła u mnie moja była kobieta. Powoli otwieram oczy i z myślą, że ten dzień może być inny, może przynieść mi coś niesamowitego... To co mi zostało zabrane..
Znużony jeszcze snem, podnoszę się lekko i z ironicznym uśmiechem mówię do siebie: " wstań kurwa w końcu. Życie toczy się dalej i Ty jesteś jego najcenniejszą częścią..."
Powoli wynurzając się z ciepłego gniazdka ruszam w kierunku łazienki, by zmyć dawne troski i zacząć nowe-lepsze-bardziej niesamowite życie.
Stoję przed lustrem i spoglądam w twarz. Włosy układają się pod pewnym kontem, rysy twarzy przypominają zmęczenie, oczy rozbłyszczają niebieskie promienie, a zmęczenie daje się we znaki.
Wchodzę pod prysznic, odkręcam zimną wodę i próbuję zapomnieć o tym, czego nigdy nie miało miejsca się zdarzyć. Tak na prawdę to nigdy jej nie chciałem. Byłem egoistą i nie dbałem o nią. Była tylko sexualnym pożądaniem w moim wyimaginowanym świecie. Wiedzieliśmy że to już koniec... Skończyło się nareszcie-ulżyło nam wreszcie...
Wychodzę z pod prysznica z pewną ulgą i uświadomieniem, iż cały ten problem nie był we mnie, ale w nas. Pewnym krokiem staje przed lustrem, przymierzam moją najlepszą koszulę, którą dostałem w prezencie od mojej byłej partnerki. Nakładam garnitur i dążę ku górze na piętro by zabrać ze sobą to, co mogła rozwiązać moje wszelakie problemy...
Jestem na miejscu. Pewnym krokiem zmierzam ku rogu przedpokoju w którym znajduje się ukryta część mnie samego. W reku trzymam już śrubokręt, którym podważam lakierowaną na złocisty kolor deskę. Sięgam ręką pod deskę i wyciągam pistolet (Walther P99)
W jednym momencie poczułem wielką radość. Moja twarz stała się jeszcze bardziej pewna siebie. Poczułem wielką ulgę, którą mnie już nie powstrzyma przed zrobieniem tego, co planowałem od samego ranka.. Ukryłem broń w spodniach i udałem się w kierunku mojego czarnego BMW. Ruszyłem w drogę.
Dojechałem do celu. Bez zastanowienia wysiadam z auta i kieruje się w stronę drzwI, w których nagle pojawił się jej ojciec:
ja-jest Sylwia ?
ojciec-jest na uczelni...
Bez słowa wsiadam do auta i ruszam w stronę uczelni, do której uczęszczała moja była kobieta. Całą drogę pogrążony w niebywałym, zuchwałym uczuciu, które z każdą chwilą zwiększało swą siłę.
Jestem na miejscu. Wysiadam z auta z pewną siebie postawą (ludzie się oglądają...) zmierzam w stronę drzwi wejściowych i z mocnym impetem roztwieram je, robiąc przy tym ogromny hałas (nie przejmuje się tym)
Czuje narastającą chęć zrobienia tego. Jest mi już wszystko obojętne... Nie chcę żyć z myślą, iż ta osoba w taki sposób mnie potraktowała... To nie tak miało być. Nie takiego życia oczekiwałem!
Podążam długim korytarzem słysząc moje skórzane buty, które uderzają rytmicznie o wypolerowane przez sprzątaczkę srebrzyste płytki.
Idąc dalej, ku mojemu zdziwieniu z jednych z pomieszczeń wychodzi ona: długie czarne lśniące włosy, wyeksponowana figura, nietuzinkowa uroda. Już wiedziałem że to ona. Podbiegłem do niej i mocnym chwytem za przedramię zaciągnąłem ją do pobliskiej ubikacji. Nie broniła się.
Ona nie była świadoma tego, że są to jej ostatnie chwile... Spojrzałem jej głęboko w oczy i powiedziałem: "muszę to zrobić, gdyż inaczej nie potrafię żyć..."
odparła:"ale co...? Proszę, nie rób mi nic złego:("
Wyciągnąłem ze spodni pistolet i wycelowałem w jej głowę. Oddałem 2 strzały... Jeden jej, drugi sobie...(;
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz